Niedawno udało mi się zupełnie przypadkiem kupić w antykwariacie wydany przed pięćdziesięciu laty w Polsce zbiór poezji Awetika Isahakiana (jak podaje Encyklopedia PWN, choć w zbiorze widnieje Issahakian). Trochę tylko podniszczony, ale za to perełka, zważywszy na ogromną rzadkość publikowania ormiańskiej poezji w naszym kraju.
Awetik Isahakian urodził się w 1875 r. w Aleksandropolu (Giumri), a zmarł w 1957 r. w Erywaniu. Uznawany jest, obok Howhannesa Tumaniana, za jednego z najbardziej rozpoznawalnych poetów ormiańskich. Znaczna część poezji Isahakiana powstała w warunkach emigracyjnych i dotyczy ojczystej Armenii. Lecz pisał także erotyki.
Zbiór, choć mały w formie, zawiera aż 72 wiersze i jeden poemat. Ich wyboru dokonali autorzy wstępu: Piotr Kuncewicz i Andrzej Szymański. Tłumaczenia utworów są autorstwa Piotra Kuncewicza, Andrzeja Szymańskiego, Igora Sikiryckiego, Jerzego Jędrzejewicza, Bogdana Ostromęckiego, Doroty Chróścielewskiej, Tadeusza Chróścielewskiego, Marka Wawrzkiewicza i Bohdana Gębarskiego.
Poniżej prezentuję dwa z nich.
***
Ciemność i cisza,
Jakby świat cały
Niematerialnym
Stał mi się dzisiaj.
W uszach mi dźwięczą
Czyjeś wołania.
Może to matka
Modlitwą świętą
Mnie upomniała?
A może dzisiaj
Dawnej kochance
Warga zadrżała
Moim imieniem.
W Rawennie
Na siwą głowę Araratu,
Wzeszło stulecie niby mgnienie
I minęło.
Rozbłyskiem gromów niezliczonych
Miecz prysnął o krawędzi diament
I minął.
Oko pokoleń śmiercią trwożnych
Musnęło szczyt świetlistej góry
I minęło.
Teraz na chwilę twoja kolej,
Więc i ty spójrz na dumne czoło
I miń.
Źródło:
Awetik Issahakian, Poezje wybrane, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1975.
